niedziela, 20 kwietnia 2014

UWAGA UWAGA! Samolot odlatuje za 15 minut pasażerów prosimy o udanie się na pokład.
-Na Ciebie już czas, kochanie trzymaj się słoneczko. Pamiętaj że zawsze możesz na nas liczyć. I zawsze znajdzie się miejsce u nas. Wracaj szybko. Powodzenia z mamą. 
- Ja Was też i to bardzo. Wrócę zanim się obejrzycie. Będę pamiętała. Szkoda, że muszę opuścić tak piękne miasto. Już się przyzwyczaiłam, polubiłam nawet tą pracę,ale mama czeka...
- Dasz radę? Jesteś pewna? 
- Muszę nikt inny nie pomoże wyjść jej z tego nałogu. Ma tylko mnie. 

- Katy do cholery jasnej, ocknij się rusz tyłek i posprzątaj trochę.
Wracając do wspomnieniami do przeszłości, nie zwróciłam uwagi na przepity głos mojej mamy.
Na pozór wszystko wydaje się takie samo jak w dniu, gdy wróciłam do Polski. Minęło już pół roku.   Słońce odważnie wyglądało zza chmur. Ptaki ćwierkały. Jednak brakowało mi jednego... przyjaciółek. Nie chciałam wcale tego robić, jednak zrobiłam to dla dobra ogółu. Moja mama od jakiegoś czasu dużo piła. Stało to się jej nałogiem...Nie miała nikogo bliskiego oprócz mnie. Byłam jej jedyną córką. Tata... no tak. Nie znam go. Podobno zostawił mamę zaraz po tym jak dowiedział się, że jest w ciąży. Nie zależało mi specjalnie by go odnaleźć po tym wszystkim co zrobił mi i mamie, ale wracając do tematu. Gdy jeszcze mieszkałam w Londynie często dzwoniła do mnie jej przyjaciółka, z którą utrzymywała coraz słabszy kontakt i prosiła żebym wróciła i zajęła się nią. Bo to się może źle skończyć.  Wcale nie uśmiechało mi się wracać do tego wielkiego domu, w którym już od jakiegoś czasu brakowało miłości... Jednak musiałam jej pomóc byłam jej to winna. W końcu to ona mnie urodziła...Dzięki niej mogę żyć w tym niesprawiedliwym świecie. Po powrocie siedziałam bezczynnie w domu, pomagając jej przez to przejść. Niestety nadaremnie...
- Tak, tak. Chwileczka tylko dokończę kawę. - Odpowiedziałam zniesmaczona.
Dookoła był straszny syf. Wszędzie walały się paczki papierosów, oraz pustych butelek od wódki piwa itd.
Nie mogłam uwierzyć w to wszystko. Mogłam sprzątać cały dzień, ale i tak na następny będzie totalny bałagan. Podniosłam się i ruszyłam ku oknu. Otworzyłam je na oścież. Zrobiłam to w każdym kolejnym pomieszczeniu. Czułam się jakbym opiekowała się nadal dzieckiem. No tym polegała moja praca w Londynie byłam Au Pair. Szybko ogarnęłam dom. Nie miałam za dużo czasu ponieważ o 12:00 miałam zawieść mamę do terapeuty. Zawsze ja ją tam zaprowadzałam... Nie wiem czemu, ale miałam głupie przeczucie, że coś zrobi nie tak. Wprawdzie wychodziła na miasto, ale to nie było to samo.
Po szybkim porządku w domu, zajęłam się swoim wyglądem. Mimo nadmiaru obowiązków zawsze musiałam wyglądać perfekcyjnie. Tradycyjnie umalowałam swoje rzęsy. Podkreśliłam swoje ciemne oczy, czarnymi kreskami oraz nałożyłam podkład. To wszystko zajęło mi 30 min. Tak to bardzo szybko... zwykle wszystkie te czynności zajmowały by mi o wiele więcej czasu. Po uczesaniu, ciemnych, niesfornych włosów. Ubrałam ulubione beżowe rurki, białą koszulę. Po czym ruszyłam w kierunku pokoju mamy, by upewnić się czy jest gotowa.
- I jak możemy jechać?
Jeżeli musimy to, już tam jedźmy.
- Mamo! Wiesz doskonale, że nie lubię jak tak do mnie mówisz. Jakbyś robiła to wszystko z przymusu. Gdzie jest tamta mama co ciągle była zabiegana, ale zdrowa? Może nie miałyśmy wtedy również dobrych relacji, ale wolałam już tamten stan rzeczy niż obecny.
- Daruj sobie... Ty nic nie rozumiesz. - Odwróciła swoje krótkie lokowane włosy. I machnęła posiniaczoną ręką. Pewnie kolejny raz wywróciła się pijana na schodach.
Gdy byłyśmy już gotowe do wyjścia, mama zakładała swoje czerwone szpilki. Przypomniałam sobie o bransoletkach i wisiorku. Stanowiły one nieodłączny element mojej garderoby. Każde z tych rzeczy miało dla mnie znaczenie. Po wyjściu, zamknęłam frontowe drzwi i wsiadłyśmy do mojego czarnego BMW.
W czasie drogi jak zwykle panowała niezręczna cisza. Nie lubiłam takich sytuacji... Więc szybko włączyłam ulubioną płytę. Niestety, na przekór nawaliła. Nie chciała odbierać. Podirytowana nacisnęłam przycisk, włączyłam radio. Nie przełączałam stacji uznałam, że podczas drogi nie będę się rozpraszała. Zostało nam dobre 10 min jazdy, więc postanowiłam wsłuchać się w rytm piosenki. Zawsze myślałam, że w radiach leci jakaś przestarzała muzyka. Jednak to co wtedy usłyszałam bardzo mnie zadziwiło. Piosenkę tą poprzedziła krótka zapowiedź, miłej Pani. Jednak w tamtym momencie strasznie przerywało i mało zrozumiałam. Na szczęście podczas piosenki nie było żadnych zakłóceń. Na samym początku zabrzmiała gitara potem dołączyła reszta instrumentów i nareszcie wokalista. Bardzo mi się spodobała. Nigdy nie słyszałam tak dobrej piosenki. Szybko wpadła mi w ucho.
Na moje nieszczęście znaleźliśmy się już pod przychodnią. Wyłączyłam radio w środku piosenki i udałam się z mamą do Pani Carter. Budynek w którym prowadziła tą całą terapię, nie był zbyt wielki. Frontowe drzwi prowadziły do poczekalni. Kolory ścian były idealnie dopasowane do wystroju. Po prawej stronie znajdowało się miejsce Pani, która zajmowała się umawianiem wizyt itd. jednym słowem była to sekretarka. Zawsze wyglądała zjawiskowo. Miała szczupłą sylwetkę, pofalowane blond włosy a z tego wszystkiego najbardziej wyróżniały się jej jasne niebieskie oczy. Bardzo jej tego zazdrościłam, choć mój gust bardziej popierał ciemne. Na przeciwko biurka znajdowała się kanapa ze szklanym stolikiem na przedzie. Nad nimi wisiały różne obrazki oraz co najważniejsze plansze z różnymi napisami. Każde z nich charakteryzował inny nałóg. W takich miejscach zwykle miały miejsce tego typu broszury. Obok kanapy znajdowały się schody które prowadziły na pierwsze piętro. Tam znajdowały się sale terapeutyczne. Po odmeldowaniu się w rejestracji udałyśmy się do Pani Carter. Mama weszła do środka, ja jak zwykle zostałam na korytarzu. Nie było to moje ulubione zajęcie, jednak wolałam dopilnować ją by tam poszła i przypadkiem nie opuściła tego miejsca, bo cały mój powrót do Polski by legł do końca w gruzach. Bardzo mi się tam nudziło. Nawet nie mogłam posłuchać muzyki, ponieważ nie wzięłam słuchawek, a niestety nie można było słuchać na głos, ponieważ zakłócałabym spokój. Monotonne a zarazem męczące siedzenie na korytarzu, przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Była to Alex. Bez wahania odebrałam.
- No cześć co tam słychać?
- Katy gdzie jesteś?
- W przychodni, czekam na mamę a co?
- A mogłabyś wrócić do domu, i byśmy pogadały trochę przez kamerkę? Dawno nie rozmawiałyśmy dłużej...
-  Ymmm... W sumie nic nie powinno się stać. Mama da radę wrócić sama. Okej czekaj wejdę za 30 min.
- Dobra czekam paa.
Nie wiedziałam czy robię dobrze... Pierwszy raz będzie wracała z terapii sama. Miałam złe przeczucia, jednak tak bardzo brakowało mi rozmowy z Alex, że nie mogłam odmówić. Zresztą po jej głosie miałam wrażenie, że coś jest nie tak...
Po odłożeniu telefonów, niezwłocznie udałam się do niebieskookiej sekretarki, by poinformowała moją mamę, że dziś będzie musiała wrócić sama. Po czym wsiadłam do swojego samochodu i odjechałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz